poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Jedynka w numerologii



Początki powstania liczb, którymi posługujemy się współcześnie nie są dziś znane z całkowitą pewnością. Według niektórych autorów korzenie współczesnych cyfr należy wiązać raczej z Indiami i tradycją sanskrycką niż z kulturą arabską. Można jednak przypuszczać, że zarówno ich zewnętrzny kształt, jak i głębsze znaczenie opierają się na pewnym uniwersalnym pierwiastku. Sam sposób zapisu oraz forma cyfr kryją wiele interesujących wskazówek i symbolicznych znaczeń. Pierwszych dziewięć liczb było również wyrażanych za pomocą określonych liter.

Teraz pokrótce opiszę osobę, której duchową wibrację reprezentuje liczba 1. Liczbę duchową uzyskujemy tworząc prostą liczbę całkowitą, z dnia miesiaca daty urodzenia. Nie mówi ona o pełnym przeznaczeniu duszy, lecz raczej o charakterze i podstawowych cechach osoby, która tę duszę wyraża.

Jedynka jest symbolem męskiej siły twórczej, niezróżnicowanego źródła istnienia. Każdy początek życia w świecie form posiada kształt linii. Nasuwa mi się tutaj skojarzenie ze skandyna wewską runą ISA, symbolem ciszy i zatrzymania. Być może dlatego, że zanim cokolwiek powstało, istniała cisza... Po hawajsku „jeden” to kahi - słowo oznaczające także jedność i pojedynczość. Zawiera w sobie pierwiastek ognia, ahi ahi.


Przejdźmy jednak do konkretów i zobaczmy, jak wedyjska numerologia charakteryzuje osobę pozostającą pod wpływem tej liczby. 

Jedynka jest liczbą duchową osób urodzonych 1, 1O, 19 lub 28 dnia każdego miesiąca. Tak zwaną górującą, jest liczba 28. Ale nie będę tego rozważał, bo za długi byłby ten, post? (raczej artykuł). Nie będę też opisywał medycznych wskazań ajurwedyjskich.

Ludźmi posiadającymi liczbą duchową 1 włada Słońce, które obdarza ich stałością celów i idei. Mają tendencje do obstawania przy swoim, zwłaszcza gdy są przekonani, że podążają właściwą drogą. Trudno ich przekonać do zmiany stylu bycia, opinii, przekonania czy decyzji. Poza tym szybko formułują swoje idee. Mają zdolność jasnego rozumowania oraz indywidualny punkt widzenia, który dominuje nad wszystkim, co robią w życiu. Są trzeźwi, solidni, punktualni i wyrażają się precyzyjnie. Posiadają silną indywidualność i wymagają dużej dozy uwagi oraz szacunku. Sami troszczą się o innych i oczekują, że inni odpłacą im tym samym.

Łatwo nawiązują przyjaźnie, a zerwanie przyjacielskich stosunków przychodzi im z trudem. Są władczy, mają też dużo szczęścia w uzyskiwaniu pomocy od osób będących u władzy. Na każdym kroku pomaga im ich szczęśliwy los. Są znani jako szczęściarze.

Lubią wolność i czują niechęć do ograniczeń. Za żadną cenę nie potrafią ścierpieć wtrącania się do swojej pracy.

Uwielbiają nowinki i, cokolwiek robią, starają się stosować najnowsze metody oraz technologie. Dobrze znane pomysły pokazują z nowego punktu widzenia i prezentują jako własne. Są twórczy, pomysłowi i przeważnie cechuje ich pozytywna, optymistyczna postawa.

Są mocnej budowy, mają większą witalność niż inni i są zdolni do ciężkiej pracy fizycznej. Z reguły pełni wigoru, są ludźmi wielkodusznymi i pracowitymi, wolnymi od zawiści, złośliwości oraz niechęci.

Są wydajni w pracy, uczciwi i prawdomówni. Przeważnie mają rację, ponieważ podejmują właściwe decyzje we właściwym czasie. Te cechy pozwalają im się wybić. W pracy awansują, ponieważ zawsze dążą do osiągnięcia najwyższych stanowisk. Pracują ciężko, aby dojść na szczyt, i przeważnie im się to udaje.

Jeżeli jednak się nie uda, stają się smutni, nerwowi, popadają w pesymizm i depresję.

Ludzie o liczbie duchowej 1 mają płodny umysł, wypełniony nowymi myślami i ideami. Promują nowe przedsięwzięcia oraz nowe projekty.

Lubią żyć zbytkownie i po królewsku, wydając pieniądze na luksus i wystawność. Z reguły bywają rozrzutni. Wydają również bez ograniczeń na prezenty i upominki dla innych. Hojnie obdarowują gości i przyjaciół, nawet wydając na nich pieniądze.

Są entuzjastami w sprawach religijnych i często wierzą, że zostali powołani do spełnienia jakiejś szczególnej misji. Pracują ciężko, bez wytchnienia, aby ją wypełnić, nawet jeśli oznacza to poświęcenie lub niewygody.

Są uparci i stawiają czoła zmiennym kolejom losu, nie tracąc optymizmu ani odwagi. Nie znoszą krytyki, lubią natomiast krytykować innych.

Mają dobre maniery i wyrobiony smak. Nie cierpią nieporządku, lenistwa, opieszałości, fałszywej dumy, nieszczerych pochwał, obietnic bez pokrycia, egoizmu oraz pochlebstw.

Pragną wolności bez żadnych ograniczeń. Wyrażają się jasno i na swoje pytania lubią otrzymywać precyzyjne odpowiedzi.

Wstępują do organizacji religijnych i społecznych, lecz opuszczają je, jeśli nie powierzy im się kluczowych stanowisk.

Mogą być pomocni tylko wówczas, gdy zapewni się im uwagę i uznanie oraz będzie podziwiać ich za ciężką pracę. Cieszą się powodzeniem u płci przeciwnej i z reguły czerpią korzyści z tych kontaktów. Są wpływowi i oddziałują na swoich przyjaciół oraz współpracowników. 

Czas ich największej aktywności życiowej przypada na okres między 35. a 49. rokiem życia.

Są ludźmi zdyscyplinowanymi, prostolinijnymi, praktycznymi i poważnymi. Są niezmiernie uprzejmi, chętni do współpracy i potrafią panować nad emocjami. W niesprzyjających warunkach pozostają nieugięci i niewzruszeni, choć czasem bywają uparci i łatwo wpadają w złość.

Tak jak Słońce, są źródłem światła i radości oraz poświęcają się służbie dla ludzkości. Znajdują upodobanie w podróżach i potrafią przystosować się do każdej sytuacji. Cieszą się życiem oraz umieją docenić sztukę i piękno.

Są gotowi przyjąć prawdę i zmienić zdanie, ponieważ prawda jest dla nich ważniejsza niż własne opinie. Przyswajają idee z różnych źródeł i zamiast podążać wyłącznie śladami tradycyjnych religii, w których się urodzili, tworzą własną ścieżkę.

Bardzo dbają o swój publiczny wizerunek. Z reguły są przyjacielscy i uczynni. Potrafią w krótkim czasie nawiązać kontakt z nieznajomymi i zainspirować ich do działania. Zachęcają młodych ludzi do podejmowania ról przywódczych.

Stają się znani w swojej społeczności i są podziwiani za ciężką pracę, zrównoważenie, hojność oraz wielkoduszność.

Tekst napisałem na podstawie wiedzy, z różnych ciekawych książek.

Hermetyzm

 



Staram się już nie pouczać, ale pamiętajcie, że Wszechświat jest trudny do zrozumienia jako całość. 

Wszystko, przekracza nasze pojęcie. Ale są pewne prawa, czy reguły, które ułatwiają zdobywanie doświadczenia, całą tę naszą wędrówkę. Należą one do szkoły hermetyzmu i pochodzą od Hermesa Trismagistusa. Te siedem praw to:


Prawo Mentalizmu: „Wszystko jest umysłem, Wszechświat jest mentalny”. Oznacza to, że cała rzeczywistość ma charakter duchowy i myśli są pierwotną przyczyną wszystkiego, co istnieje. Absolut zaś, można porównać do wielkiego intelektu - umysłu. Osobiście, znaczy w swoich poglądach, preferuję hipermantalizm. Hawajscy strażnicy starych tajemnic znowu nauczają że: Jest tak, jak myślisz że jest (Ike). Kto lubi stare historie ten wie że wywodzą się oni od ludów lemuryjskich, uru-kehu, melenezejczków (trudne słowa;)


Prawo Zgodności (Korespondencji): „Jak na górze, tak na dole; jak na dole, tak na górze”. Wskazuje, że istnieje harmonia i odbicie między różnymi wymiarami rzeczywistości - to, co dzieje się w Twoim wnętrzu (myśli, emocje), odzwierciedla się w świecie zewnętrznym. Idąc dalej, cała rzeczywistość jest skonstruowana fraktalnie. My jesteśmy komórkami Ziemii. Dlatego w wielu kulturach, to duchy przemawiające w imieniu tej naszej Matki, uznawane były za Bogów i bóstwa. Daje to też pewien obraz wielopoziomowości. Często było to tak, Matka Ziemia, Niebo jako Ojciec.

Aumakua, według najstarszych systemów duchowych, czyli psychologicznych.


Prawo Wibracji: „Nic nie spoczywa, wszystko się porusza; wszystko wibruje”. Wszystko we wszechświecie - od materii po myśli - posiada własną częstotliwość. A najważniejsze jest to że my w kontakcie z tymi wibracjami, posiadając własne częstotliwości wibracji, albo rezonujemy, albo nie, a przede wszystkim te wibracje starają się uzgodnić, tylko zazwyczaj silniejszy czynnik wpływa na słabszy. Każda istota jest połączona również tymi wibracjami z każdą jedną i z całym otoczeniem. Wibracje przejawiają się dla istot bardziej wrażliwych pewną aurą (hoaka), No i wszystko jest ze sobą powiązane (wici aka).


Prawo Biegunowości: „Wszystko jest podwójne; wszystko ma dwa bieguny; wszystko ma swoje przeciwieństwa”. Przeciwieństwa (np. miłość i nienawiść, ciepło i zimno) to w rzeczywistości ta sama rzecz, różniąca się jedynie stopniem natężenia. To też ciekawe, że tak naprawdę wszystko jest jakby potencjometrem który możemy ustawić w różnych miejscach. 

Warto tę mądrość pielęgnować, więc również stosować (Pono).


Prawo Rytmu: „Wszystko płynie i wypływa; wszystko ma swoje pływy; wszystko wznosi się i opada”. Wszystko w przyrodzie podlega cyklom, wahadłom i ruchom w przód i w tył. Istotne to jest że wychylenie w jedną stronę jest zgodne z wychyleniem w drugą stronę. Więc kiedy coś płynie w jednym kierunku bardzo długo, jakieś zmiany, jakaś epoka, to później następuje powrót. Więc można powiedzieć że żyjemy na fali, raz na górze raz na dole. A tym samym to wszystko jest zgodne z tl prawem korespondencji i podlega inercji. 


Prawo Przyczyny i Skutku: „Każda przyczyna ma swój skutek; każdy skutek ma swoją przyczynę”. Nic nie dzieje się przypadkowo – każdy czyn czy myśl wywołuje określone następstwa. Tego chyba nie muszę tłumaczyć, chociaż z przerażeniem obserwuje że we współczesnej świadomości, bywa że ludzie mają z tym problem. Bywa również że gubią się w chronologii tego zjawiska. Bywa również tak że trudno jest ustalić co było najpierw, że trudno jest ustalić jaka jest chronologia zdarzeń. Bywa też, że ktoś celowo wprowadza zamieszanie do postrzegania, były takie szkoły jak sofiści, którzy potrafili świetnie odwracać kota ogonem. Ale istnieją też zagadki, które same to wywołują, na przykład: co było pierwsze jajko czy kura? Jednak wszystko posiada swoją przyczynę, albo wszystko posiada swój skutek, tym samym nic się nie dzieje przypadkiem oraz bez następstw. Jeżeli tak się komuś wydaje to po prostu nie wznosi się odpowiednio wyżej czy nie patrzy dosyć szeroko żeby widzieć praprzyczynę. Należy także pamiętać że nasza uwaga na całym kierujemy, to o czym myślimy, słowa które wypowiadamy, wpłyną na wibracje otoczenia, skutkując manifestacją zdarzenia (w hawajskim systemie psychologicznym, mówią o tym dwa prawa Kaka i Makia).


Prawo Rodzaju (Płci): „Rodzaj jest we wszystkim; wszystko ma swój pierwiastek męski i żeński”. Zasada ta odnosi się do kreacji, energii i tworzenia, które wymagają współdziałania obu tych sił (zarówno na poziomie fizycznym, jak i mentalnym czy duchowym). To prawo trudne do wyjaśnienia dogłębnie, ale najkrócej powiem może... Że w pojedynkę niewiele osiągniemy. Że liczy się i plus i minus.


Jeśli masz dodatkowe pytania do tej kwestii, to ja chętnie o tym porozmawiam. Jednocześnie proszę pamiętać że są to reguły utworzone przed wiekami, jednak również po wielu wiekach prób zrozumienia tego Wszechświata przez przedstawicieli istot inteligentnych. Starożytne mity i legendy, stawiane całkiem sensownie przez niektórych w charakterze bardzo odległych historii, opisuje Hermesa dla którego odpowiednikiem był również Toth, jako przedstawicieli bardzo starych cywilizacji, które ogarniały ten świat jeszcze przed czasami Egiptu czy Sumeru.


Manu to taki dodatkowy pseudonim pisarski, który nawiązuje do mojego głębokiego zainteresowania przedwiecznymi historiami, mitologią i filozofią.

Źródłem przedstawionych informacji w tym tekście, jest legendarna Szmaragdowa Tablica, oraz dzieło mistrzów wzniesionych - Kybalion, które studiowałem dogłębnie wiele razy i potwierdziłem życiowym doświadczeniem oraz wieloma innymi rozważaniami filozoficznymi.

Nasza częstotliwość


 Każdy z nas jest niczym odbiornik radiowy. To, na jakiej częstotliwości się dostrajamy, wpływa na to, co odbieramy z otaczającego świata. Nasza uwaga, przekonania, emocje i doświadczenia działają jak pokrętło strojenia - sprawiają, że jedne sygnały dostrzegamy wyraźnie, a inne niemal całkowicie pomijamy.


W sensie psychologicznym znajduje to oparcie w sposobie działania ludzkiej uwagi. Mózg nie przetwarza wszystkich bodźców jednakowo, lecz nieustannie selekcjonuje informacje, nadając pierwszeństwo temu, co uznaje za istotne. Gdy ktoś koncentruje się na zagrożeniach, łatwiej je zauważa i lepiej je zapamiętuje. Gdy natomiast kieruje uwagę na możliwości, piękno lub oznaki życzliwości, również takie elementy otoczenia stają się dla niego bardziej widoczne.


To zjawisko wiąże się m.in. z:

- selektywną uwagą,

- efektem potwierdzenia (confirmation bias),

- działaniem układu aktywującego siatkowatego (RAS), który pomaga filtrować ogromną liczbę bodźców docierających do mózgu.

poniedziałek, 25 sierpnia 2025


Wielki duchowy żeglarz Alan Watts miał piękną metaforę: wyobraź sobie łódź płynącą przez ocean. Za jej rufą zostaje kilwater - falujący ślad w wodzie. My, ludzie, zazwyczaj myślimy, że to właśnie ten ślad tworzy łódź; że przeszłość tworzy teraźniejszość. 

Ale czy to prawda? Przecież wiemy, że jest dokładnie odwrotnie: to łódź tworzy kilwater.

Tak samo jest z naszym życiem. To, co dzieje się tu i teraz, przecina wodę istnienia i zostawia za sobą ślad, który nazywamy przeszłością. Przeszłość nie pcha nas naprzód. Ona istnieje tylko jako zapis drogi, którą płyniemy w tej chwili. Hawajczycy nazwaliby to MANAWA - życiem w harmonii z chwilą, która jest wszystkim. Teraz jest moment mocy. Jest tylko TERAZ - w Huna mówi się, że świadomość jest jak moana, ocean snów: każdy z nas jest łodzią płynącą po jego powierzchni. A fale za nami to jedynie ślady naszego tańca przez życie, nie siła, która nas prowadzi.

Duchowe przebudzenie to zrozumienie, że teraźniejszość nie jest wynikiem dawnej historii ani przyczyn, które sobie wyobrażamy. Jest spontaniczna - rodzi się sama z siebie, jak fala z oceanu, jak błysk z nicości. I co najpiękniejsze - nauka zaczyna doganiać tę mądrość: fizycy zauważyli, że najmniejsze cząstki pojawiają się „znikąd”, a sama obserwacja powołuje je do życia. Obserwator i to, co obserwowane, powstają razem - w jednym, wiecznym TERAZ.

Więc jeśli chcesz zrozumieć ten paradoks, wyobraź sobie swoją duszę jak łódź. Nie oglądaj się na ślad, który zostaje w wodzie - on nie ma mocy, by sterować twoim rejsem. Żyj jak kahuna, w manawa, w zgodzie z chwilą, w świadomości, że jedyne, co istnieje, to moment, w którym dziób łodzi przecina ocean życia. Bo tak właśnie jest: teraźniejszość tworzy przeszłość, a nie odwrotnie.

ʻO kēia manawa wale nō ke hele i ka moana o ke ola.

Tylko chwila obecna przecina ocean życia.

 


 Nietzsche pisał, że aby naprawdę stać się wolnym, duch musi przejść przez trzy przemiany: najpierw jest wielbłądem, który dźwiga cudze ciężary; potem lwem, który mówi „Nie!”; aż wreszcie dzieckiem, które tworzy i mówi „Tak!”. 

Na drodze lwa pojawia się smok  „Ty musisz” symbol wszystkich zewnętrznych nakazów, dogmatów i cudzych prawd.

„Trzeba mieć w sobie jeszcze chaos, aby móc zrodzić tańczącą gwiazdę.”  mówi Nietzsche w Zaratustrze. Chaos to nasza wewnętrzna wolność, moc życia, która pozwala nam wyrwać się spod władzy smoka i stworzyć własną drogę. 

Ale jest i przestroga, z Poza dobrem i złem:

„Kto walczy z potworami, niech baczy, aby sam nie stał się potworem. A gdy długo spoglądasz w otchłań, otchłań spogląda także w ciebie.” Bo walcząc z dogmatami i iluzjami świata, łatwo zamienić się w kolejnego smoka... strażnika własnych przekonań.

Społeczne wzorce przez lata dawały nam iluzję mądrości, te smoki „Ty musisz”, w kostiumach superbohaterów albo innych ludzi sukcesu. Dziś wielu ludzi dopiero zaczyna widzieć, że prawdziwa wolność to nie powtarzanie cudzych dogmatów, ale tworzenie swojej drogi, swojego „Tak”.

Chaos w nas jest żyzny  z niego rodzi się gwiazda. A smoki? Trzeba je zobaczyć, przejść obok nich i nie dać się pożreć. Pamiętaj, jesteś silny, ale smoki są zazwyczaj dużo większe od lwa.

ʻO kēia ka manawa o ka mana.

Teraz jest moment mocy.

czwartek, 10 lipca 2025

Szaman uliczny, szukał w tym świecie przede wszystkim przestrzeni, w której jego dusza mogłaby się rozwinąć, a jego ciało stało się narzędziem w tej podróży. Oczy jego, były już dostrojone niczym instrument, potrafiły widzieć daleko, jakby świat stał przed nim w pełni, w każdym szczególe. Odkrył, że to nie mruganie, ale świadome skupienie wzroku pozwala mu dostrzegać więcej, pozwala „zajrzeć” poza powierzchnię, zobaczyć hoakę, aurę. Często, zamiast wpatrywać się w ekran, pozwalał sobie na pełną koncentrację na tym, co nieuchwytne, co niewidzialne dla zwykłego oka. Jego zmysły były jak struny - dźwięki, które słyszał w swojej głowie, mieszały się z widokiem i dotykiem, tworząc spójny obraz. Widział muzykę, czuł wibracje świata… Przestrzeń dźwięku i wzroku, która nie miała granic. Jego oddech był nicią. Jego dotyk potrafił transformować materię. Jego słowo tkać mentalną alchemię. Jego zmysły były w stanie zamieniać się, jak w klasycznej synestezji, gdzie wszystko było jednością. Od lat stosował zasady Huny - MAKIA, w których energia podąża tam, gdzie kierujesz swoją uwagę. Z początku były to tylko intuicyjne gesty, małe eksperymenty, ale z czasem, z głębszym zrozumieniem, stały się codziennością. Zasada IKE była dla niego świętością. "Jest tak, jak myślisz że jest" - zapisał to głęboko, w swojej "podświadomości", pozwalając temu przejąć kontrolę nad każdą jego intencją, każdą myślą. Dziś, każdą myślą kreował rzeczywistość. Czuł, jak energia przepływa przez niego, jak jego wola przekształca świat, dając mu moc manifestowania , to co wcześniej było tylko ideą. Ale on nie szukał tylko własnych mocy. Wiedział, że on jest tylko częścią większego obrazu, że w tej kolektywnej świadomości, tej akashy, której granice się zatarły. Dostęp do wszystkiego. Tak jak wiatr, który łączy każdy zakątek ziemi, tak i jego świadomość wypełniała przestrzeń - był w tym, co niewidzialne i w tym, co materialne. Przestrzeń, czas, myśli, energię - wszystko to było w jego rękach, a jednocześnie, on był częścią tego wszystkiego.



Wymagało to czasu. Długiego, naprawdę długiego czasu. Choć wciąż pełen sił, wciąż jak szaman-wojownik, z tą samą niezłomną energią, jaką miał, gdy jeszcze się to nie zaczęło, gdy biegał po bezdrożach, zbierał zioła i "walczył" ze swoimi demonami. Nawet większą energię, bo wiedział już jak jej używać, jak ją powielać, jak ją również rozdawać. Wiedział co to MANA. Ale już nie był młodzieńcem. Przez te wszystkie lata zbierał doświadczenia, potykał się, podnosił, szedł dalej. Ponad cztery dekady za nim - choć w pełnej sprawności, z ciałem, które znało rytmy walki i tańca ognia, to jednak w głębi duszy był już w innym miejscu. Bo to, co nazywamy mądrością, nie przychodzi w młodym wieku. "Nawet Dalajlama nie nauczy cię jak być mądrym człowiekiem- to przychodzi z wiekiem". To przychodzi z czasem, przez ból, przez cierpliwość, przez zrozumienie, które powoli rozkwita. To jak ziele, które rośnie powoli, ale kiedy zakwitnie, nie ma siły, która je zatrzyma. Ten wędrowiec wiedział, że mądrość to nie przywilej młodości, a raczej dar tych, którzy przeszli przez życie w pełni, znali każdy jego zakamarek i potrafili dotknąć nie tylko ciała, ale i tego, co ukryte w duszy. 

W tej historii nie możemy zapomnieć o bogatej tkaninie jego przeszłości, która ukształtowała ścieżkę szamana. Doświadczenia z poprzednich żyć były niczym zwoje zapisane w kryształach pamięci, pełne transformacji i przemian. Sztuki uzdrawiania nauczył się nie tylko przez lata praktyk, ale także przez różnorodność środowisk, które go kształtowały. Zmienność, eklektyczność, różne kręgi kulturowe, w których się obracał, były jak wiatr, który przynosił nowe spojrzenie na życie. Każde z tych doświadczeń, od bycia wojownikiem, przez romantyka, aż po duchowego przewoźnika, miało na niego wpływ. Zmiany, trudności, kontrasty - to one zbudowały w nim niezłomność, dając mu narzędzia do tworzenia i manifestowania rzeczywistości. To nie tylko wiedza, ale i doświadczenie jego wielu wcieleń i doświadczeń stanowiło fundament, który uczynił go tym, kim był - Szamanem Ulicznym, który łączył przeszłość, teraźniejszość i przyszłość w jedną, nieprzerwaną synergię.

Wędrował po ulicach miast, w których hałas przemieniał się w muzykę, a tłum stawał się jak wielka, nieustająca symfonia. Jego oczy dostrzegały rzeczy, które umykały innym  Jego uszy słyszały szmer myśli, które niosły się w powietrzu. W tej przestrzeni, którą on nazywał połączeniem, nic nie było przypadkowe. Wszystko było wyborem. A teraz,  szaman, kupua, poszukiwacz przygód, miał dość teorii. Wiedział, że przeczytał już wszystko, co potrzebne. Jego droga wiodła teraz przez praktyki, które były czystą twórczością. Był w pełni połączony z kolektywną świadomością, nie musiał już szukać nowych informacji. To, co było, wystarczyło. Wystarczyło, by poczuć się jak żywioł, który nie tylko istnieje, ale tworzy. Jak wiatr, jak fala, jak ogień, który rośnie w nieskończoność. Jego ciało stało się tylko narzędziem w tej grze, w której uczestniczył tylko tyle ile chciał. Czasami w grze, czasami poza czasem.

Żył w świecie, który stworzył z myśli, intencji i energii. I tak, jak mówił, w tej przestrzeni , nawet emocje nie były już tak bardzo istotne. Były niczym zewnętrzne wibracje, które nie dotykały głębszego rdzenia. Jego życie było jak tkanie zmysłów, tkanie z przestrzeni, w której każda myśl była krokiem, każda decyzja była tworzeniem. Jak szaman, który w ogniu swoich intencji kształtuje świat, on potrafił zmieniać rzeczywistość w najprostszych, codziennych chwilach. Dzisiaj poczuł, że nie ma już potrzeby powrotu do książek ani do teorii. Był gotowy na przemianę, gotowy na tworzenie rzeczywistości, która była jego drogą. W tej pełnej harmonii z energią ciała, umysłu i wszechświata, wszystko, co było do odkrycia, było już w jego sercu. Jego droga, to była droga tworzenia, droga w harmonii z samym sobą i z tym, co nieuchwytne, ale obecne w każdym kroku. Teraz chciał wszystkim przekazać, że każdy może tworzyć historię, nie tylko swoją... 

Czy tylko, czy to aż? Fantazja.

ʻO wau ʻo Bhikkhu, e noho ana i waena o nā ao

Grafik: NotAn ArtMan 

niedziela, 8 czerwca 2025

Bristol - wspomnienie snu

„Bristol” - wspomnienie snu

(z pamiętnika Ulicznego Szamana, Bytom)

Śniłem znów tamten dzień. Choć było nie tak kolorowo i beztrosko... 
Mgła była jak mleko przemieszane z popiołem, a ulice Bristolu wiły się jak węże, mokre od deszczu i pełne milczenia. To nie był zwykły sen - to był ten sen, który wraca tylko wtedy, gdy duchy mają coś do powiedzenia...
W śnie czuję smak tamtego papierosa. Słodkawy, dziwnie znajomy… jak obietnica, której nie powinienem był słuchać.
Powiedzieli: „Spokojnie, to tylko marihuana.”
Ale dym był gęstszy niż zwykle, a czas zaczął się łamać. 
Najpierw światło stało się żółte jak kurz w opuszczonej świątyni. Potem dźwięki zaczęły się oddalać, jakby ktoś ściszał rzeczywistość gałką od starego radia. Ludzie mówili coś, ruszali ustami, ale ja już ich nie słyszałem. Przez moment widziałem siebie z góry - jakbym był tylko powłoką. Ciałem. Cieniem człowieka. I wtedy pojawiła się ona.
Postać utkana z czerni, naga, z włosami jak wodospad...
Podeszła i położyła mi dłoń na sercu.
- „Nie umrzesz dzisiaj, dziecko ognia. Ale jeśli wrócisz… już nigdy nie będziesz taki sam.”
Obudziłem się.
Nie od razu.
Najpierw był tylko oddech - czyjś, nie mój. I chłód, który sączył się pod skórę, jakby ktoś wlewał w moje żyły cień.
Nie mogłem się poruszyć.
Nie czułem nóg. Ani dłoni. Ani czasu.
Tylko coś... wbite w rękę - cienki plastik, kroplówka.
Krople spadały jak rytm z innego świata.
Tik. Tik. Tik.
Odległe. Jednak beznadziejnie realne...
Oczy miałem półprzymknięte, jakby ktoś przykleił mi powieki od środka. Wszystko było rozmazane - jakby ktoś rozciągnął obraz życia po mokrej szybie. Światło jarzeniówki powoli przebijało się przez biel. I dźwięki...
...Nie słowa. Nie sens.
Tylko szarpane głosy, gdzieś za zasłoną. 
Nie wiedziałem, gdzie jestem.
Czy umarłem?
Ale w środku, gdzieś głęboko - nie bałem się.
Bo już tam byłem. Po innej stronie. A to… to było tylko powrót. Nieprzyjemny, drżący, ale konieczny.
I wtedy pomyślałem:
„Jeśli dane mi było się obudzić, to znaczy, że coś mam zrobić. Że coś zostało niedopowiedziane.”
Nie znałem jeszcze swojej przyszłej drogi. Nie miałem gnozy, talizmanów, ognia w biodrach. 
Ale już wtedy byłem czymś innym niż przedtem.



Nie wiem, co dokładnie mi wtedy dali.
Ale wiem, że nie był to tylko narkotyk.
To był rytuał, o którym nie wiedzieli nawet ci, co mi go podali.
Inicjacja. Przejście.

Od tamtej nocy nie mogę patrzeć na świat tak samo.
Słyszę rytmy pod chodnikami, szept ścian, sny obcych ludzi.
Zacząłem wić moje dready - z drewnem, które mnie chroni.
Ostatnio zacząłem rzeźbić amulety, bo moje ręce nagle wiedziały, co robić.
Ostatnio spotkałem też ogień, który na powrót rozpalił moje wymiętoszone serce..

A najważniejsze - zrozumiałem, że każdy sen to brama.
I że Bytom, moje miasto, też śni. Czasem szeptem cegieł. Czasem krzykiem komina.
A ja? Ja jestem tym, który śni razem z nim. Który tańczy z jego cieniami.
Szaman.






 

Jedynka w numerologii

Początki powstania liczb, którymi posługujemy się współcześnie nie są dziś znane z całkowitą pewnością. Według niektórych autorów korzenie w...