"Klasztorny system przetrwał wiele tysięcy lat, jednak w żadnym razie nie zdziałał tyle dla podniesienia prostego ludu, ile uczyniła nauka Chrystusa w ciągu kilku jego krótkich lat życia na Ziemi. Wiadomo dobrze, że opanowawszy wszystkie ich nauki, przeszedł przez wtajemniczenia i poznanie, tak zwanych świętych misteriów, form rytuału i ceremonii, aż doszedł do nauk Ozyrysa. Były mu one wyłożone przez kapłana, który sam trzymał się z dala od rytualnych, klasztornych i materialistycznych form oddawania czci. Kapłan ów był zwolennikiem króla Tota z pierwszej dynastii egipskich faraonów. Kiedy Tot ogłosił Egipt imperium, uczynił to jako dyktator narodowych praw. Już na wiele wieków przedtem narody te stworzyły i podtrzymywały sławną cywilizację, żyjąc w jedności i braterstwie pod władzą i rządami Ozyrysa oraz jego zwolenników. Tot rządził rozumnie i starał się podtrzymać naukę Ozyrysa, lecz po jego jego śmierci do umysłów ludzi przeniknęły niskie i materialistyczne pojęcia, ponieważ Egipcjanie, czyli ciemnoskóre górskie hordy – którym zawdzięczał zdobycie władzy – uzyskały przewagę. Następne dynastie odeszły od nauki Ozyrysa; przejęły niskie pojęcia ciemnej rasy i w rezultacie zajęły się wyłącznie praktykowaniem czarnej magii. Panowanie ich wkrótce upadło, albowiem zawsze musi upaść każde podobne panowanie.
Po uważnym wysłuchaniu nauk tego kapłana, Jezus uznał ich głęboką wewnętrzną treść; jednocześnie poznał duchową drogę, którą posiadł dzięki naukom buddyjskim, że w podstawie obu tych nauk leży wielkie podobieństwo. Wówczas to postanowił się udać do Indii (podtrzymywaną w tym czasie starą drogą karawanową), gdzie zgłębiał jeszcze nauki buddyjskie, które się zachowały w stanie względnie pierwotnym. Uświadomił sobie, że pomimo istniejących form rytualnych i dogmatów narzuconych, i praktykowanych przez człowieka, religia miała tylko jedno źródło, tj. Boga wewnątrz, którego nazwał swym Ojcem i Ojcem Wszystkiego. Odrzucił przeto wszystkie istniejące formy, zwracając się wprost do Boga, inaczej mówiąc – zwracał się bezpośrednio do serca tego kochającego Ojca. Uczyniwszy to, doszedł do zadziwiającego odkrycia, i wkrótce stwierdził, że nie potrzeba lat nużącego ślęczenia nad dogmatami, rytuałami, wierzeniami, formułami i wtajemniczeniami, które kapłaństwo uwiło dla narodu, by go utrzymywać w niewiedzy, a co za tym idzie – posłuszeństwie dla siebie. Zrozumiał, że to, czego szukał, było w rzeczywistości w nim samym; że po to, by być Chrystusem, należało ogłosić Nim siebie, i wówczas postępując z czystymi intencjami: w myślach, słowach, i uczynkach – wieść życie, jakie uważał za właściwe, by urzeczywistnić je wewnątrz swego własnego fizycznego ciała. Osiągnąwszy ten stan – miał wówczas odwagę stanąć wobec całego świata, żeby to obwieścić. Obojętne jest przy tym, od kogo i gdzie otrzymał Jezus swoje objawienie. Ważna była sama praca, a nie to, co ktoś tam jeszcze zdziałał. Znaczenie miało tylko to, co on uczynił. Prosty lud, za który Jezus walczył, chętnie go słuchał. Jezus nie zapożyczał jednak swych nauk z Indii, Persji czy Egiptu. Nauki owe były tylko tym, niejako wewnętrznym, narzędziem, pozwalającym mu ujrzeć swe boskie jestestwo i Chrystusa, jako przejawienie tego, co było w każdym człowieku, a nie tylko w niektórych ludziach.
Ozyrys urodził się w Atlantydzie, ponad 35 000 lat temu. Po jego śmierci, za dokonane przezeń niezwykłe czyny dziejopisowie nazwali go bogiem. Był potomkiem w prostej linii tych wyżej stojących, według wyobraźni ludzi, którzy jeszcze w kolebce ludzkości zachowali swe zasady w czystości. To samo było z większością wszystkich mitologicznych istot, o których podania zachowały się do naszych czasów. Postacie ich i czyny zostały przeinaczone wskutek powtarzania i przekazywania rozbieżnych opowiadań odnoszących się do nich. Czyny i osiągnięcia ich były rozpatrywane jako nadnaturalne przez tych, którzy nie zadawali sobie trudu, by sięgnąć myślą głębiej i pojąć, że – dla człowieka w jego rzeczywistym władztwie – oni byli właśnie bosko naturalni. Historycy ubóstwiali Ozyrysa, a następnie zaczęli upowszechniać wyobrażenie jego postaci, początkowo odpowiadające faktycznemu wizerunkowi, lecz w miarę stopniowego utrwalania się w umyśle – ideał się zacierał lub ulegał zapomnieniu, a rezultatem tego okazał się czczy bożek. Budda był drugim, którego dziejopisowie ubóstwili już w niedługim czasie po śmierci. Spójrzcie na jego posągi i obrazy, stworzone z tym rezultatem, że czci się samo wyobrażenie a nie ideał. Znów płonny bożek. To samo, oczywiście, dotyczy znaków i symboli.
Nauki, jakie otrzymał Budda, pochodzą z tego samego źródła, z którego czerpał i Ozyrys, lecz inną drogą; wyszły bowiem one z kolebki ludzkości prosto do Burmy, wprowadzone tam przez Świętych Braci – nauki zaś Ozyrysa przyszły wprost do niego, ponieważ jego przodkowie żyli w kolebce ludzkości, a on, będąc młodym człowiekiem, udał się tam dla odbywania studiów. Skończywszy naukę, Ozyrys powrócił do domu, stał się wodzem Atlantów i nawrócił ich do czczenia Boga we własnym wnętrzu, ponieważ stopniowo skłaniali się ku ciemnym pojęciom naszeptywanym im przez niecywilizowane rasy.
Drugim wodzem narodu, którego wyznawcy i historycy ubóstwili po śmierci, był Mojżesz. Pochodząc z Izraelitów, zetknął się ze źródłami babilońskimi, z których zapożyczył swą naukę. Źródła owe tworzą właśnie część waszej Biblii. Co Mojżesz poznał i przejął z tych źródeł – dokładnie zapisał. Fakty podane w tych zapisach uległy jednak pokaźnie fałszywej interpretacji przez tłumaczy. Mógłbym cytować jeszcze wielu innych, lecz wystarczy. Jezus był zapoznany ze wszystkimi poprzednimi naukami, przy czym we właściwy sobie sposób dotarł do sedna każdej z nich. Wyprzedził znacznie poprzedników, wydoskonalając swe ciało do takiego stopnia, że mógł pozwolić rozpiąć je na krzyżu i mimo wszystko, przywrócić je do życia w uroczystym zmartwychwstaniu.
Zgłębiając nauki Ozyrysa, Buddy i Jezusa, znajdziecie w nich wiele wspólnego; niekiedy faktycznie stwierdzicie nawet użycie tych samych słów. A czyż kopiował je ktokolwiek z nich? Nauki wskazały im drogę od pierwiastka zewnętrznego do wewnętrznego. Z kolei wszystkie nauki i naśladowania musiały być przez nich zaniechane i odrzucone, oni zaś górowali ponad tym wszystkim. Gdyby ktokolwiek z nich tylko kopiował i studiował to, co było przez niego widziane, a czego się nauczył i poznał, i gdyby następnie nie byli w stanie widzieć i stwierdzić, że wszystko pochodziło od Boga wprost z wewnątrz nich samych – to z pewnością zgłębialiby te nauki w dalszym ciągu dotychczas, a życie i czyny ich nigdy nie byłyby takie, jak zostały opisane..."
Baird T. Spalding,
Życie i nauka mistrzow Dalekiego Wschodu


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz