środa, 28 lutego 2024


 Twardowski wywołujący ducha Barbary Radziwiłłówny przed Zygmuntem Augustem.

Ten mało znany obraz Jana Matejki przedstawia obecnie mało znane wydarzenie, które obrosło legendą. Było nim wywołanie ducha zmarłej królowej Barbary Radziwiłłówny na życzenie króla polskiego Zygmunta Augusta ("zjawa" po lewej).


Ostatni Jagiellon na polskim tronie miał dwie pasje: kobiety i "wiedzę tajemną" czyli okultyzm. Pogrążony w żalu pragnął zobaczyć jej ducha jeszcze raz. Wśród zwołanych czarowników pojawił się słynny mistrz Jan Twardowski (Twardowski w rzeczywistości był Niemcem, a jego oryginalne nazwisko brzmiało Lorenz Dhur). Obiecał królowi, że przywróci ducha jego ukochanej. W dniu ceremonii, Twardowski ostrzegł króla, aby ten nie opuszczał krzesła w trakcie rytuału.


Oczywiście nie mógł wstawać, bo żadnego ducha nie było, a w rolę Radziwiłłówny wcieliła się krakowianka i późniejsza królewska nałożnica, Barbara Giżanka, bardzo podobna do zmarłej królowej. Wszystko miał zorganizować podkomorzy krakowski i zausznik królewski Mikołaj Mniszech. Sam miał romans z Giżanką, a że chciał ubić swój interes, wpadł na pomysł, by zadziałać na psychikę władcy poprzez jego słabości (alkowę i "czarną magię").


Twardowski po przeprowadzeniu mistyfikacji stał się niewygodny dla królewskiego otoczenia. Był solą w oku szczególnie dla Mikołaja i całego rodu Mniszchów. Został zamordowany na Podlasiu, w okolicach wsi Mystki-Rzym.


Ci Mniszchowie, którzy zorganizowali królowi seans to był bardzo ciekawy ród. Prawdopodobnie pochodzenia niemieckiego. Przybyli z Moraw wprost na dwór Zygmunta Starego i od razu sprawowali najwyższe urzędy państwowe. Na początku XVII wieku zorganizowali słynne Dymitriady czyli podbili Kreml i posadzili na tronie swojego cara i córkę Mniszchównę jako jego żonę. Byli jedną z trzech najpotężniejszych rodzin magnackich w Polsce. W połowie XVIII wieku zakładali pierwsze w Polsce loże masońskie, których członkowie twierdzili, że są spadkobiercami Templariuszy.


Opracowanie: Bart Jastrząb

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wielki duchowy żeglarz Alan Watts miał piękną metaforę: wyobraź sobie łódź płynącą przez ocean. Za jej rufą zostaje kilwater - falujący ślad...