Są dzieci, które dorastały w ciszy pełnej krzyku. W domach, gdzie ściany pamiętają więcej płaczu niż śmiechu. Wychowane w cieniu przemocy, na gruncie strachu, rosną inaczej - krzywo, jak drzewo zbyt długo wyginane przez wichurę. Zawsze już będą inne. Niektóre z nich nauczą się ranić, zanim nauczą się kochać. Inne zaś, wbrew całemu bólowi, rozwiną w sobie coś niezwykłego. Zobaczą smutek w oczach tych, którzy udają silnych. Zauważą drżenie dłoni tam, gdzie świat nie patrzy. I będą dobre - tak bardzo, że aż będzie to bolało. Widzenie. Diamenty rodzą się przez ciśnienie.
Ci, którzy nie mieli dzieciństwa, noszą je w sobie przez całe życie. Zawsze trochę nie na miejscu, zawsze z oczami szeroko otwartymi na cudze okruchy ciepła, ale zawsze sami. To oni najbardziej się śmieją, kiedy wreszcie czują się bezpieczni. Zawsze będą dziećmi — ale tymi, które mądrze wiedzą, że noc mija. Bo nawet najciemniejsza z przeszłości może stać się miejscem, gdzie zakwitnie coś dobrego. Nie wszystko da się zapomnieć, ale wiele można przemienić. To właśnie te inne dzieci, z ranami jak szkice na skórze, czasem okazują się najpiękniejszymi ludźmi, jakich mamy szansę spotkać. Niestety nie zawsze...
Ale kto przeszedł przez ogień, ten nie boi się już pożarów. Kto spał wśród cieni, ten nie drży przed ciemnością. Ich serca choć pełne blizn, biją twardo i cicho, jak bębny wojenne pod skórą. Nie czekają na cud, bo sami nim byli, przetrwali kiedy byli tak słabi i mali.
I właśnie dlatego są gotowi na wszystko i do wszystkiego zdolni. Nie z zimna, lecz z odwagi. Bo kiedyś bali się każdego dnia, więc dziś już nic nie ma nad nimi władzy. Umierają, kiedy trzeba... albo kiedy chcą.
Im niżej jest słońce, tym dłuższy jest cień...
Ilustracja: Herakut

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz