sobota, 10 maja 2025


Niestety nasza nauka i technika celowo, chyba bardziej niż przypadkowo, zabłądziła. To grafika przedstawiająca koncepcję wirów energetycznych (vortexów) i ich orientacji przestrzennej — myślenia fizycznego inspirowanego teoriami Wilhelma Reicha, Waltera Russella, Viktora Schaubergera radiestezją, energią orgonalną lub innymi metafizycznymi podejściami do natury energii i kształtu. 

Ten diagram wpisuje się w ideę, że kształty geometryczne (np. stożki, spirale, torusy) wpływają na przepływ energii – co jest częstym motywem w radiestezji, geometrii sakralnej i „energetyce przestrzeni”. Spiralne ruchy (wirujące z zachodu na wschód) są tutaj uznane za naturalne i kosmicznie harmonijne. Podpis na diagramie głosi, że masa gromadzi się wokół wiru i że im większy stopień koncentracji (kontrakcja osi stożków), tym większe przyspieszenie ruchu. Teoria ruchu cząsteczek w wirze?

Niestety tego typu rozwiązania nie znajdują odpowiedniego miejsca w dzisiejszym świecie. Powinny zaś znajdować się na piedestałach nauki...



 


Walter Russell uważał, że spirale, wiry i stożki są podstawowymi strukturami we wszechświecie. Jego schematy często zawierają podwójne spirale, stożki skierowane ku sobie i figury przypominające torus. Nie grawitacja, lecz elektryczność i „mentalna dynamika” odpowiadają za kształtowanie się materii. Russell opisywał tzw. elektryczny wszechświat, w którym wszystko powstaje jako efekt mentalnego wzorca i elektrycznego ciśnienia.

Jest to może nieco oderwane od tematu ale Russell zbudował całą kosmogonię opartą na swojej filozofii i teoriach. Wg Russella wszystko, co istnieje, to przejaw świadomości w świetle. Materia jest zagęszczonym światłem. Ruch, forma i czas to złudzenia — istnieje tylko świadome światło, które „myśli” formy do istnienia.

Schauberger był traktowany przez niektórych jako wizjoner i ekologiczny prekursor, ale jego teorie nie zostały potwierdzone naukowo. Mimo to, w kręgach alternatywnej nauki, ekologii głębokiej i tzw. „free energy”, jego prace cieszą się uznaniem. Opracowane przez niego Maszyny implozyjne – wykorzystują spiralny ruch cieczy lub powietrza do generowania energii.

Wilhelma Reich, lekarz, psychoanalityk i badacz, który opracował wspaniałą teorię orgonu –  uniwersalnej energii życiowej. Uczeń Freuda, początkowo zajmował się psychoterapią, ale z czasem jego prace przeszły w kierunku parapsychologii, biologii energetycznej i fizyki alternatywnej. Opracował m. in. takie urządzenia jak akumulator orgonu (dzisiaj potocznie zwany orgonitem i przez wielu traktowany jako ezoteryczna ozdoba) czy rozpraszacz chmur.

"Zrozum i naśladuj naturę" (V. Schauberger)


 Mój duchowy przyjaciel, tak zapewne z przygód w innych wcieleniach, dał mnie wspaniały prezent ostatnio, Rape – oddech ducha lasu... Jeszcze raz dziękuję za nasze spotkanie! Wreszcie znalazłem dla niego słowa...

Rape (czyt. hapé) to nie tylko proszek – to święty szept pradawnych dżungli, tchnienie ducha lasu zamknięte w ziołowo-popiołowej formie. To medycyna przodków, przekazywana z pokolenia na pokolenie przez rdzenne plemiona Amazonii, która dziś przemawia do tych, którzy szukają harmonii, oczyszczenia i powrotu do korzeni. W jego składzie znajdziemy zmielone rośliny, lecznicze kory, liście i popiół – wszystko zbierane z szacunkiem dla Matki Ziemi i przygotowywane według rytuałów, które bardziej przypominają modlitwę niż rzemiosło. Dowiedziałem się od przyjaciela, że ze świętymi mantrami, kapłanki mielą je całymi dniami... Rape to nie substancja – to intencja. Każda mieszanka ma swój charakter, swoje działanie, swój duchowy podpis. Wspaniale jest otrzymać taki prezent....

W chwili, gdy proszek zostaje zaaplikowany do nosa – tradycyjnie za pomocą rury tepi lub kuripe – dzieje się coś więcej niż fizyczny kontakt z rośliną. Umysł się wyostrza, ale zatrzymuje się wewnętrzny dialog. Serce się uspokaja. Ciało wydycha wszystko to, co ciężkie i niepotrzebne. To jak wezwanie do obecności, do głębokiego "tu i teraz", gdzie cisza staje się nauczycielem...

Rape oczyszcza kanały energetyczne, chyba też "odblokowuje czakrę trzeciego oka" i wprowadza nas w stan świetny dla głębokiej medytacji. Przyjęte intensywnie, radykalnie znaczy tak autentycznie rytualnie, pomaga zapewne zamknąć stare cykle, pożegnać emocje, które już nie służą, i otworzyć się na nowe wglądy. To jakby duch roślin szeptał do naszej duszy:

"Jesteś gotów, by widzieć wyraźnie"

Choć nie zawiera psychoaktywnych substancji w sensie znanym konwencjonalnej farmakologii, jego działanie bywa głębokie i transformujące. To alchemia popiołu i liści – ziemi i powietrza – która działa na poziomie subtelnego ciała. Dla mnie stało się rytuałem – przed nową przygodą, powrotem do siebie po dniu często trudnym... Rape przychodzi jako cichy wiatr, który omiata duszę...


Ja zbudowałem dwa wierzchowce, które mogą służyć jako tepi lub kuripe 🙂 Kiedyś może je opublikuję, dzisiaj dam bardziej populistyczną ilustrację.


PONO Amama ua noa lele akua le


 Są dzieci, które dorastały w ciszy pełnej krzyku. W domach, gdzie ściany pamiętają więcej płaczu niż śmiechu. Wychowane w cieniu przemocy, na gruncie strachu, rosną inaczej - krzywo, jak drzewo zbyt długo wyginane przez wichurę. Zawsze już będą inne. Niektóre z nich nauczą się ranić, zanim nauczą się kochać. Inne zaś, wbrew całemu bólowi, rozwiną w sobie coś niezwykłego. Zobaczą smutek w oczach tych, którzy udają silnych. Zauważą drżenie dłoni tam, gdzie świat nie patrzy. I będą dobre - tak bardzo, że aż będzie to bolało. Widzenie. Diamenty rodzą się przez ciśnienie.

Ci, którzy nie mieli dzieciństwa, noszą je w sobie przez całe życie. Zawsze trochę nie na miejscu, zawsze z oczami szeroko otwartymi na cudze okruchy ciepła, ale zawsze sami. To oni najbardziej się śmieją, kiedy wreszcie czują się bezpieczni. Zawsze będą dziećmi — ale tymi, które mądrze wiedzą, że noc mija. Bo nawet najciemniejsza z przeszłości może stać się miejscem, gdzie zakwitnie coś dobrego. Nie wszystko da się zapomnieć, ale wiele można przemienić. To właśnie te inne dzieci, z ranami jak szkice na skórze, czasem okazują się najpiękniejszymi ludźmi, jakich mamy szansę spotkać. Niestety nie zawsze...

Ale kto przeszedł przez ogień, ten nie boi się już pożarów. Kto spał wśród cieni, ten nie drży przed ciemnością. Ich serca choć pełne blizn, biją twardo i cicho, jak bębny wojenne pod skórą. Nie czekają na cud, bo sami nim byli, przetrwali kiedy byli tak słabi i mali.

I właśnie dlatego są gotowi na wszystko i do wszystkiego zdolni. Nie z zimna, lecz z odwagi. Bo kiedyś bali się każdego dnia, więc dziś już nic nie ma nad nimi władzy. Umierają, kiedy trzeba... albo kiedy chcą.

Im niżej jest słońce, tym dłuższy jest cień...


Ilustracja: Herakut 


 Ogrodnik ziemię jak matkę pielęgnuje,

w dłoniach nosi siłę, co życie buduje.

Ziarno zamienia w dar – owoc, kwiat, ziele,

on zna język deszczu, wiatru i ziemi wiele.

Elektrokultura to technika wspomagania wzrostu roślin za pomocą energii elektrycznej, magnetycznej lub elektrostatycznej. Choć nadal jest traktowana jako alternatywna metoda upraw, zdobywa popularność wśród ogrodników i rolników poszukujących naturalnych sposobów zwiększania plonów. Główne korzyści zauważane przez użytkowników to, szybszy wzrost roślin, większe plony, mniejsze zużycie nawozów, poprawa struktury gleby, lepsze kiełkowanie nasion. Oto jak można ją zastosować w praktyce:

1. Anteny i przewody miedziane. Najprostsza forma elektrokultury. W ziemię wbija się pionowe pręty (najczęściej z miedzi lub żelaza) lub rozciąga nad uprawą cienki drut (np. miedziany), który działa jak antena zbierająca energię z atmosfery. Wbij pręt miedziany lub żelazny (min. 1–2 m długości) w ziemię przy grządkach. Może wystawać nad ziemię od 0,5 do 1 m. Wokół pręta ziemię dobrze jest przykryć słomą lub kompostem. Można dodać poprzeczne przewody (np. w formie litery T) dla większego zasięgu.

2. Baterie ziemne (earth batteries). Stosuje się dwa różne metale (np. miedź i cynk) zakopane w ziemi w pewnej odległości od siebie. Powstaje niskonapięciowy prąd stały, który może stymulować mikroorganizmy i wzrost roślin. Zakop w ziemi elektrody: jedną z miedzi, drugą z cynku lub żelaza, w odległości ok. 1 m. Połącz je przewodem przez górę (lub pod ziemią) – może być to sam drut lub dodatkowy układ wzmacniający. Ten prąd nie musi zasilać niczego – działa jako pole elektryczne w glebie.

3. Magnesy neodymowe przy korzeniach. Zamontowanie magnesów przy systemie korzeniowym (np. w doniczkach lub wokół grządek) może wpływać na pole magnetyczne gleby i usprawniać wchłanianie składników odżywczych.

4. Izolowanie grządek. Niektórzy eksperymentatorzy izolują grządki od reszty ziemi, np. wykładając je od dołu nieprzewodzącym materiałem (np. folią), aby zmniejszyć "ucieczkę" ładunków elektrycznych do głębszych warstw gleby. 


 To nie rasizm dostrzegać różnice. To nie nienawiść – to świadomość. To nie uprzedzenie – to zakorzenienie w tym, co własne, pokoleniowe, uświęcone przez przodków i ślady stóp na tej ziemi. Świat od zawsze był zbiorem barw, dźwięków i opowieści – a nie jednolitą, plastikową narracją wpychaną w gardło przez tych, co chcą mieć z nas masę bezkształtną.

To różnice między nami są źródłem piękna. To kontrasty tworzą harmonię, nie ślepe zlanie w jedno. Niebezpieczne jest zacieranie granic, w których tkwi dusza. Bo kultura to nie wystrój, który można wymienić. To rytm serca danego ludu. To pamięć, która mówi, jak obchodzić się z chlebem, jakim gestem pozdrowić niebo.

Piękne jest spotykać się z Innym – ale prawdziwe spotkanie może mieć miejsce tylko wtedy, gdy każdy z nas wie, kim jest. Gdy nikt nie udaje, że jesteśmy tacy sami. Bo jedność nie znaczy identyczność.

A dziś? Dziś coraz częściej nie chodzi o spotkanie, ale o wymieszanie. O rozpuszczenie człowieka w masie, jakby był tylko pionkiem, nie duszą z historią. A przecież każdy naród, każda kultura to osobna nuta – i gdy zaczynają grać razem, może powstać pieśń... ale tylko wtedy, gdy nie wycisza się ich siłą.

Ho'omoe wai kahi ke kao'o

Podróżujemy wszyscy razem, jak wody rzeki płynące w jednym kierunku


Ilustracja, to mocny przykład różnorodności, oczywiście wcale nie musi ona prowadzić to takich sytuacji. Tak to wygląda, jak ktoś chce komuś odebrać jego wyjątkowość i tożsamość. 


 "Żadna część nauk okultystycznych posiadanych przez świat nie jest tak bardzo strzeżona, jak fragmenty nauk hermetycznych, napływających do nas przez dziesiątki stuleci, które minęły od życia ich wielkiego twórcy – Hermesa Trismegistosa, „skryby bogów”, który żył w Egipcie w dniach, gdy obecna rasa ludzi była jeszcze w początkowym etapie rozwoju.

Był on współczesny Abrahamowi, a jeśli legendy mówią prawdę, był też nauczycielem tego czcigodnego mędrca. Hermes był i jest Wielkim Centralnym Słońcem Okultyzmu, którego promienie służyły do oświetlenia niezliczonych nauk szerzonych od tamtego czasu. Wszystkie fundamentalne i podstawowe nauki osadzone w naukach ezoterycznych wszystkich ras pochodzą od Hermesa. Nawet korzenie najstarszych, starożytnych nauk Indii bez wątpienia sięgają do oryginalnych nauk hermetycznych.

Z krainy Gangesu wielu zaawansowanych okultystów wędrowało do krainy Egiptu i siadało u stóp Mistrza. Od niego otrzymali Uniwersalny Klucz, który tłumaczył i godził ich rozbieżne spojrzenia, przez co została ustanowiona Sekretna Doktryna. Również z innych krain przybywali uczeni, którzy uważali Hermesa za Mistrza Mistrzów. Jego wpływ był tak wielki, że pomimo wielu zboczeń ze ścieżki – powodowanych upływem wieków i nauczycielami nauczającymi w różnych krainach – nadal można znaleźć podstawowe podobieństwo i zbieżności, które leżą u podstaw wielu, często całkiem przeciwnych, teorii nauczanych przez okultystów w dzisiejszych czasach.

Student religioznawstwa będzie w stanie zauważyć wpływ nauk hermetycznych w każdej religii wartej nazwania, niezależnie od tego, czy jest już martwą praktyką, czy też istnieje w pełni rozkwitu w dzisiejszych czasach. Poza elementami przeciwnymi, zawsze istnieje pewna zbieżność – a nauki hermetyczne działają jako Wielki Pojednawca.

Zdaje się, że życie i praca Hermesa ukierunkowane były raczej na zasadzenie wielkiego ziarna Prawdy, które urosło i rozkwitło w tak wielu formach, niż na ustanowienie szkoły filozoficznej, która zdominowałaby myśl świata. Jednakże oryginalne prawdy, których uczył, zostały zachowane w swojej pierwotnej czystości przez kilka osób w każdej epoce. Odrzucając wielką liczbę na wpół rozwiniętych studentów i naśladowców, podążali oni za hermetycznym zwyczajem i rezerwowali swoją Prawdę dla tych nielicznych, którzy byli gotowi zrozumieć ją i opanować.

Prawda była przekazywana z ust do uszu pośród niewielu. W każdym pokoleniu istnieli wtajemniczeni, w różnych krainach na Ziemi, którzy utrzymywali święty ogień nauk hermetycznych i zawsze chętnie używali swoich lamp do ponownego zapalenia mniejszych lamp zewnętrznego świata, gdy te przygasały, zostawały zaniedbane, a ich knoty stawały się zabrudzone obcą materią. Zawsze istnieli ci nieliczni, którzy wiernie trwali przy ołtarzu Prawdy, na którym zapalona była Wieczna Lampa Mądrości. Ci ludzie poświęcili swoje życia pracy nad Miłością, którą poeta tak dobrze określił słowami:

O, niech płomień nie wygaśnie!
Pielęgnowany wiek po wieku w swej mrocznej jaskini – pielęgnowany w swoich boskich świątyniach.
Karmiony przez czyste sługi miłości –
niech płomień nie wygaśnie!”

To, co przytoczyłem, to fragment "Kybalionu", klasycznego dzieła hermetyzmu, którego autorzy podpisali się jako Trzej Wtajemniczeni (Three Initiates). Tekst ten stanowi fragment wprowadzenia do hermetyzmu, nacechowane głęboką czcią dla Hermesa Trismegistosa jako źródła wszelkiej ezoterycznej wiedzy i duchowej mądrości, niezależnie od kultury czy epoki.
Jest to przykład ezoterycznego elitaryzmu – koncepcji, że prawdziwa duchowa wiedza jest dostępna jedynie dla nielicznych, gotowych i duchowo przygotowanych uczniów. Możesz się nim oczywiście stać. 


 "Umysł poprzedza wszelki stan rzeczy, umysł kieruje, umysł kreuje Kto z podłością w umyśle mówić bądź czynić będzie, krzywda podąży za nim wszędzie, niczym koło wozu w ślad za wołem.

Umysł poprzedza wszelki stan rzeczy, umysł kieruje, umysł kreuje. Kto z pogodą w umyśle mówić bądź czynić będzie, szczęście podąży za nim wszędzie, niczym nieodzowny cień."

(Dhammapada)


Radykalny mentalizm, hermetyzm, szamański sen, Māyā, Mitote...


W starożytnej mądrości Tolteków mówi się, że żyjemy we śnie. Nie chodzi jednak o sen nocny, lecz o sen na jawie – iluzję świata, w której uwięziony jest nasz umysł. To właśnie Mitote – chaos tysięcy głosów, przekonań, osądów i wyobrażeń, które budują nasz osobisty i zbiorowy obraz rzeczywistości. Mitote zaciemnia prawdę, tworząc teatr przekonań, który uznajemy za prawdziwy świat.


W odległych Indiach, tysiące kilometrów dalej, duchowi mędrcy mówili o tym samym zjawisku innym słowem: Māyā. To ona odpowiada za to, że świat jawi się jako realny i trwały, choć w rzeczywistości jest nietrwały, zmienny i ulotny jak sen. Māyā zasłania prawdziwe Ja – niezmienne, wieczne i jedyne.


W hermetyzmie, starożytnej tradycji duchowej Egiptu i Grecji, wszystko sprowadza się do jednego zdania:

„Wszystko jest Umysłem” – to pierwsza zasada z Tablicy Szmaragdowej.

Cały wszechświat – każda forma, każdy ruch, każde doświadczenie – istnieje w umyśle Najwyższej Świadomości. To, co uważamy za materię, czas czy przestrzeń, jest tylko manifestacją mentalnej energii.


Iluzja nie polega więc tylko na tym, co widzimy, ale na tym, że uważamy to za niezależne od świadomości. W wielu duchowych tradycjach światło bywa symbolem prawdy, boskości i przebudzenia. Lecz jeśli spojrzeć na to głębiej, bardziej mentalnie, mnie się wydaje że jest to forma umysłu. Światło jest wtórne wobec myśli, manifestacją intencji, ruchem w oceanie mentalnej energii. Gdyby światło było pierwsze, musiałoby samo siebie uświadomić – a przecież potrzebuje przestrzeni, w której może zostać rozpoznane.


Jeśli wszystko, co istnieje, jest mentalne – jak twierdzi nie tylko hermetyzm – to czym właściwie jest myśl? Nie jest przedmiotem, nie ma masy, nie da się jej zważyć ani zamknąć w pojemniku. A jednak ma siłę. Potrafi zmieniać emocje, ciała, światy. Potrafi tworzyć całe rzeczywistości — iluzoryczne jak Mitote, ulotne jak Māyā. Możemy nazwać ją energią? Może jest formą drgającej, subtelnej wibracji, może nawet elektromagnetyczną strukturą osadzoną gdzieś pomiędzy neuronami, a tym, co poza nimi. Nawet bardzo konwencjonalnie mówimy o impulsach nerwowych, o prądach w mózgu... 


Światło, energia, myśl... jakiś prąd... Ciągle stawiał bym na początku jakąś idee, jednię, no to trzeba ująć filozoficznie, bo zwykły rozum człowieka, chyba nie ma takiego zasięgu aby to uchwycić.  No na pewno nie tak po prostu.


Zmysł wychwyci jeszcze mniej, niż niewyszkolony umysł. Dla zmysłowców, ostateczną obserwowalną manifestacją jest obecnie światło, a dla mnie to jego przejawy. Dla materialistów, to co jest ontologiczną zasadą, rzeczywistością istniejącą immanentnie,  musi być coś namacalnego.  Tak, fizycznie natura światła jest naprawdę fascynująca. Ale pomimo tego, że muszę być dobrze zorientowany chyba zostawię już cykl o świetle w miejscu, do którego doszedłem w moich rozmyślaniach. 


Na nic w tym fizyka, potrzebna metafizyka aby zrozumieć Wszystko J. 


'Ike no i ka la o ka ' ike                      

Mana no i ka la o ka mana

Jest czas by używać umysłu i jest czas by rozwijać moc

Jedynka w numerologii

Początki powstania liczb, którymi posługujemy się współcześnie nie są dziś znane z całkowitą pewnością. Według niektórych autorów korzenie w...